złośliwość rzeczy martwych...
"Informatyczne prawa Murphy’ego:Awaria komputera wyczekuje cierpliwie na najbardziej niedogodny moment, aby bezlitośnie zaatakować."
Ostatnio pisałam, iż dzieci dały mi w kość. Cofam te słowa. Naprawdę. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak może dzień wyglądać, gdy wszystko sprzysięgnie się przeciwko tobie. Wczoraj tego osobiście, na własnej skórze mej, doświadczyłam. Jeden wielki chaos, a ja jeszcze dziś głos zachrypnięty mam, tak ryczałam z tej bezsilności i nerwów. Zastanawiam się, kto moją karmę dostał w zamian, chyba taki, co w totka wygrał. Bo jak tragiczny dzień miałam, tak ten obcy ktoś musiał mieć same wzloty. No cóż, nie od dziś mówią, że karma is a bitch...
Obudziłyśmy się dość wcześnie w ten czwartkowy poranek. Młodsza w humorze nieciekawym, tak jakby źle się czuła, marudna i płaczliwa jakaś. I taka przez calutki dzień była. W trakcie jej śniadania, mądra mama postanowiła zainstalować sobie w końcu wyczekiwany Instagram. Telefon mój przedpotopowy jest, więc skorzystałam z aparatu Starszej. Trochę się przy tym napociłam, odganiając Młodszą, bo ona też chciała sobie postukać w telefon.