18 sie 2015
Pozytywna energia kontra wakacyjne plany
27 lip 2015
Slow life
Choć wakacyjny wyjazd jak mgnienie oka minął. Choć już Go pożegnałam. Choć znów sama, a w domu polnymi kwiatami pachnie. Choć dzieci wykończone odsypiają cięgiem ten wyjazd. Choć prania nie ubywa, za to pieniądze a i owszem.
To tam, w magicznym miejscu czas spowolnił swój bieg. Za uzdę trzymany, wyrywał się i wierzgał, ale ten, który go trzymał, znał swój fach w pełni.
Lubomir.
On pokazał, czym jest slow life. Pokazał, że można robić, to co się kocha, kochając to co się robi. Celebrując czas dany nam na ziemi, pracując z radością i lekkością, nie spiesząc się nigdzie.
Tak gościnny, aż wyjeżdżać się nie chciało.
Tak miły, że prawie z kotkiem wróciliśmy.
Z tak wielką wiedzą, że aż głupią się sobie zdawałam. Miałam w rękach biblię z 1764 roku. Niesamowite przeżycie.
Tak pracowity, jak mrówka. I pewnie silny jak ona.
Tak wyczarowujący potrawy, w taki sposób podane, że aż oczy krzyczały jeszcze, jeszcze, a brzuch jak balon wydęty.
Zapamiętam te czereśnie słodkie, na tacy starodawnej podane. I tę drewnianą huśtawkę, na łańcuchach do wielkiego kasztana przymocowaną. Rytualne karmienie owiec, wygłaskanych i wykochanych przez dzieci moje. Olbrzymie księgozbiory. Starodawny piec, za kominek służący. Drewniane okna, w kolorze brązu. Przejeżdżający co chwil parę pociąg. Żółty, z dwoma wagonami. Łaszące się kocięta. Skrzypiące schody. Fortepian w jadalni. I drewnianego anioła na kominku.
Hodkovice.
Wieś. U podnóża gór ukochanych. U nas zwiemy te góry skalnym miastem. Jedne dzikie Teplickie, drugie łagodniejsze Adrspachskie.
Przeszliśmy je wzdłuż i wszerz. Całą czwórką. Dzikie jak zawsze okazały się najlepsze.
Majestat zaklęty w skałach.
Góry ukazują kim jesteś. Wydobywają z Ciebie siły, o których nie śniłeś. Jesteś mocarzem, a wyobraźnia nie jest w stanie Cię ograniczyć...
Ponad dwa km niosłam przysypiającą Młodszą na rękach. W tym cudownym, dzikim terenie. Trudnym. Dopiero dzisiaj odczuwam ból w całym ciele. Wtedy? Czułam się niezwyciężona.
Tylko nie kozakuj. To góry rozdają tu karty...i w jednej chwili mogą strącić Cię w przepaść...
"Człowiek niczego nie zdobywa bez wysiłku"
To tam, w magicznym miejscu czas spowolnił swój bieg. Za uzdę trzymany, wyrywał się i wierzgał, ale ten, który go trzymał, znał swój fach w pełni.
Lubomir.
On pokazał, czym jest slow life. Pokazał, że można robić, to co się kocha, kochając to co się robi. Celebrując czas dany nam na ziemi, pracując z radością i lekkością, nie spiesząc się nigdzie.
Tak gościnny, aż wyjeżdżać się nie chciało.
Tak miły, że prawie z kotkiem wróciliśmy.
Z tak wielką wiedzą, że aż głupią się sobie zdawałam. Miałam w rękach biblię z 1764 roku. Niesamowite przeżycie.
Tak pracowity, jak mrówka. I pewnie silny jak ona.
Tak wyczarowujący potrawy, w taki sposób podane, że aż oczy krzyczały jeszcze, jeszcze, a brzuch jak balon wydęty.
Zapamiętam te czereśnie słodkie, na tacy starodawnej podane. I tę drewnianą huśtawkę, na łańcuchach do wielkiego kasztana przymocowaną. Rytualne karmienie owiec, wygłaskanych i wykochanych przez dzieci moje. Olbrzymie księgozbiory. Starodawny piec, za kominek służący. Drewniane okna, w kolorze brązu. Przejeżdżający co chwil parę pociąg. Żółty, z dwoma wagonami. Łaszące się kocięta. Skrzypiące schody. Fortepian w jadalni. I drewnianego anioła na kominku.
Hodkovice.
Wieś. U podnóża gór ukochanych. U nas zwiemy te góry skalnym miastem. Jedne dzikie Teplickie, drugie łagodniejsze Adrspachskie.
Przeszliśmy je wzdłuż i wszerz. Całą czwórką. Dzikie jak zawsze okazały się najlepsze.
Majestat zaklęty w skałach.
Góry ukazują kim jesteś. Wydobywają z Ciebie siły, o których nie śniłeś. Jesteś mocarzem, a wyobraźnia nie jest w stanie Cię ograniczyć...
Ponad dwa km niosłam przysypiającą Młodszą na rękach. W tym cudownym, dzikim terenie. Trudnym. Dopiero dzisiaj odczuwam ból w całym ciele. Wtedy? Czułam się niezwyciężona.
Tylko nie kozakuj. To góry rozdają tu karty...i w jednej chwili mogą strącić Cię w przepaść...
"Człowiek niczego nie zdobywa bez wysiłku"
7 mar 2015
Murzasichle 2012
oswajanie nart
Witajcie, kochane góry,
O, witaj droga ma rzeko!
I oto znów jestem z wami,
A byłem tak daleko!
Góry pokochałam miłością późną, mocno dojrzałą. Zawsze wolałam morze. I nadal je kocham, ale góry są dla mnie najważniejsze. Przynajmniej raz w roku muszę się między nimi znaleźć. Od razu myśli stają się przejrzyste jak to niebo nad górami, problemy kurczą się i znikają w obliczu tego ogromu, a człowiek w końcu może odetchnąć pełną piersią.
14 lut 2015
Zimowe zdjęcia
Walentynkowa wyprawa...
"Gdzie posiało się miłość, tam wzrasta radość" (Św. Paweł)
Postanowiłam zabrać w dniu dzisiejszym dzieci me na małą wycieczkę. Żeby im czas się nie dłużył w oczekiwaniu na tatę, który właśnie wraca do domu. Po sześciu tygodniach pracy.
Dziś dlatego na blogu pełno zdjęć, a mniej pisania.
Dodam tylko, że w takim dniu, takie słowa (pisane) od Starszej wszelkie wątpliwości rozwiewają co do tego, czy dobry przykład im daję. Pozwoliła je zacytować, więc spiesznie je tu, ku pamięci, zapisuję:
" Mamo, tak bardzo Cię kocham i dziękuję Ci za wszystko. Za Twój uśmiech, który ogrzewa mnie w różnych chwilach życia, a najbardziej dziękuję Ci za to, że jesteś."
Miałam także, w tym miłosnym dniu, napisać moją i męża "love story", ale... rozmyśliłam się. Niedługo 13 rocznica ślubu i 20 lat odkąd trafiliśmy na siebie. Było to nam przeznaczone...Aby dzieci poznały naszą historię, niedługo ją tu zamieszczę. W naszą rocznicę:)
A poniżej efekty naszej skromnej wyprawy.
11 lut 2015
Eindhoven 2014
post napisany przez Ritę, Starszą zwaną...
Bóg stworzył świat, ale Holandię stworzyli Holendrzy.
Niezwykły klimat, aż chce się żyć, (i te wszędobylskie rowerki). Czy świeciło słońce, czy nagle zaczął padać deszcz, temperatura nie zmieniała się.
Miejscowość, w której mieszkaliśmy, zwała się Eindhoven. Przepiękne, duże miasto, ale sprawiające wrażenie niewielkiej mieściny, takiej swojskiej. Styl domów też cudny. Wyglądają jakby czas się dla nich zatrzymał, takie bajkowe.
Tygodniowy pobyt + jeden dzień spędziliśmy u cioci E. i wuja L., i ich króliczka Witjie (Łiczi - Śnieżynka w przetłumaczeniu). Ciocia E. jest przyjaciółką mojej mamy oraz chrzestną mej siostry, panny Róży.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)