18 sie 2015

Pozytywna energia kontra wakacyjne plany

holandia, wakacje, relaks, atmosfera, żyć
Od kilku dni tryskam tak pozytywną energią, że nawet zwróciłam tym uwagę mojej przyjaciółki. Bo gdzieś skwaszona mina się zapodziała, a w uśmiechu mi tak ładnie. Bo mam energię, mam power, mam milion myśli na sekundę i chyba zacznę je zapisywać, aby nie pogubić ich w tym natłoku. Cały dzień mam wypełniony po brzegi. Jak prawdziwa matka - ośmiornica, robię wszystko w jednym czasie, bądź płynnie przechodzę z jednej pracy w drugą. Ja. Mistrz dezorganizacji i wątpliwej organizacji.


Przed nami wyłania się już powolutku upragniony wylot do mojej przyjaciółki i jej męża, będącej chrzestną mojej Młodszej córeczki. I szczerze powiem, że ta pozytywna energia emanująca ze mnie na pewno się przyda, bo:

a) lecimy same, we trzy
b) z ogromem bagażu, walizek i wózek sztuk 1
c) samo pakowanie to zawsze był totalny chaos ad (chyba, ze był mąż mistrz minimalistycznego pakowania idealnego)
d) dojazd do lotniska, zorganizowanie parkingu, bilety, zabranie się tyloma tobołami + dzieci - czuję, że to pestka jasny gwint
e) przejście przez wszelkie kontrole, itp - ciut ze strachem, bo już raz tam kiedyś nie wpuszczono nas do samolotu :D wracałyśmy na drugi dzień autobusem :D
f) czekanie na samolot, płynne wejście do niego - to już pikuś zapewne. (ps. - to nie był pikuś, ale o tym kiedy indziej)

No i sam lot. Dobrze, że tylko godzinny, bo okiełznać prawie dwulatkę, wielce ruchliwą i marudzącą nastolatkę, to i tak niezły wyczyn. Pominę milczeniem ostatni lot z Młodszą, w którym to upatrzyła sobie fryzurę dość bujną pewnej przemiłej Holenderki i radośnie wygrywała na jej głowie sobie znane rytmy :).

A potem się tylko zapytają - czemu sapię i taka zmęczona się wydaję :)

Lecz po wylądowaniu całe zmęczenie minie jak tylko zobaczę moją przyjaciółkę, jak tylko znów poczuję wspaniały klimat Eindhoven. Ubóstwiam to miasto. Uwielbiam Holandię. Możecie mi wierzyć lub nie, ale alergia mija mi tam jak ręką odjął.

I choć będę tam gotować, biegać za Młodszą z góry na dół po stromych jak cho, cho... schodach, to to jest nic w porównaniu z szalonymi zakupami jakie nas czekają, wyskokami do moich ulubionych pchlich targów, do codziennego, rytualnego już, jeżdżenia rowerami nad staw w celu wiadomym - kaczek tam i mew od groma, a wiecznie głodne są :). Do porannych pobudek i dreptania w piżamie i papciach po świeże, gorące bułki do pobliskiego Lidla. Do przesiadywania na ogródku, zatapiając się w niekończących się rozmowach. Do spijania pysznego piwa/kawy mrożonej/herbat do wyboru d koloru. Do zajadania się najpyszniejszym cheesecake'iem. Do rowerowych wypadów gdzie bądź.

Żyć - nie umierać.
Życzę Wam także takiej odskoczni od codziennej rutyny. 

P.S. 
Ten post miał zostać opublikowany na NOWYM już...ale przecież ja już jestem tutaj, w moim Eindhoven ukochanym, już dni płyną szybko tak. Jest cudownie, deszcz przeplata się z promieniami słońca. Tu ta pogoda jakoś nie przeszkadza. Jest idealna. Oddycham pełną piersią, ładuję akumulatory, a stare spalam do końca wędrując w te i we w te stromymi schodami na dół i do góry, w domu, który atmosferą przytulną aż tryska...  

14 komentarzy :

  1. Super! Miałam pisać powodzenia, ale widzę że już niepotrzebne. Ładuj akumulatorki. Dobrego pobytu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pobyt zawsze udany :) pchle targi przekopane wzdłuż i wszerz :) akumulatorki na wyczerpaniu, jeszcze po przylocie będę je ładowac, ale uwielbiam aktywne wakacje :)) pozdrawiam serdcznie :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję Dario :)) pozdrawiam również :)

      Usuń
  3. Przede mną też dwie podróże i wiem jakie to emocje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chętnie o nich poczytam na Twoim blogu :) zwłaszcza o Paryżu...tęsknie za tym miastem, jest cudowne <3 . my już po dwóch podrózach, więc na trochę musimy osiąść w domu :)))

      Usuń
  4. Mamuśka, a ja się zastanawiam, czy Ty tak dosłownie to napisałaś?
    " Do porannych pobudek i dreptania w piżamie i papciach po świeże, gorące bułki do pobliskiego Lidla. "
    Nieraz słyszałam takie opowieści, ale jak to jest w rzeczywistości? Nigdy nie byłam i nie widziałam :P

    Odpoczywajcie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha oczywiście, że tak. dosłownie. w piżamie. w mokrych włosach. w papciach bądź klapkach :))) obowiązkowo przejażdżka Młodszej wraz z Kubusiem Puchatkiem na grającej huśtawce. wiesz, tutaj się żyje. u nas się spinamy za bardzo.
      wracamy jak zawsze zmęczone i szczęśliwe :) tzn. wszystkie 3 nie chcemy wracać...

      Usuń
    2. Kurcze nie chce mi się wierzyć. Z chęcią bym tam pomieszkała przez jakiś czas :) często jest tak, że zanim wyjdę do sklepu to najpierw musze:.... tu szereg czynności i mija godzina. A gdyby tak moc bezkarnie WSTAĆ I PÓJŚĆ z drobnymi w kieszeni, to byłoby wspaniale :D
      Z chęcią poczytałabym relacje z Waszego wyjazdu! :)

      Usuń
    3. jak natchnienie pozwoli to już na nowym opiszę :)

      Usuń
  5. Zazdroszczę szczerze tej wyprawy do Holandii. Chciałabym ją zobaczyć :). Ale najpierw muszę Szwecję. Przypomniał mi się też "stary" wpis o Holandii. Za szybko ten czas leci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się marzy Szwecja. bo Astrid i dzieci :) i bullerbyn (zobacz sobie wpis white plate z tego miejsca). i Norwegia. I Islandia. ech...

      Usuń

Dziękuję za wizytę , a zwłaszcza za poświęcenie kilku minut na przeczytanie moich bzdur ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...