30 sty 2015

Wigry

z cyklu

mamo, a czy Ty wiesz?

- mamo. Posłuchaj. Zobacz, jaki fajny utwór leci, jaki śmieszny.

I puszcza mi ten kawałek. Nie krytykuję, bo i po co. Raz na jakiś czas bzdur posłuchać może. A znów moje ucho wiele zniesie. Gust muzyczny jako taki posiada, więc się nie martwię zbytnio. Zresztą każdy ma prawo wielbić muzykę, jaka tylko mu się żywnie podoba. I nic nikomu do tego.
Ale wracając do piosenki, tak więc słucham.."wiggry, wiggry, nie jechałeś nigdy?"
i zaraz słyszę Starszej pytanie:
- fajne prawda? a Ty mamo, jechałaś kiedyś na takim rowerze?

28 sty 2015

Było nas 5

 młodość...


"Sta­rość we wszys­tko wie­rzy. Wiek śred­ni we wszys­tko wątpi. Młodość wszys­tko wie."

Było nas 5. Pięć dziewczyn. Jak pięć palcy u rąk. Każdy potrzebny, a jakby jednego zabrakło, to już nie to samo. Znałyśmy się już wcześniej. Z jedną na podwórku, jako dzieci, się bawiłam. Was dwie znałam ze szkoły. Ostatnią poznałyśmy na obozie. Harcerskim. 

Jednak więź taką mocną, nawiązałyśmy w latach licealnych. Jakoś tak podpasowałyśmy sobie. Odmienne poglądy, odmienne zdania, i pewnie przez to, doskonale się uzupełniałyśmy. Jak wiadomo, w czasach liceum, o naukę to raczej nie chodziło zbytnio. Człowiek wtedy czuł się niezwyciężony i najmądrzejszy. I chciał żyć pełnią życia. Bo jak nie wtedy, to kiedy? 

27 sty 2015

Alergia

mogło być gorzej...

"Pa­miętaj, to w Nas tkwi cała siła i sens życia."

Starsza jest alergikiem. Dość mocnym. Alergię wyssała z mlekiem matki. Czyli moim. Moja alergia jest tak potężna, że prowadząca leczenie me, pani doktor, z radości aż ręce zatarła. Takie buty... Bo w końcu trafił jej się chory z prawdziwego zdarzenia. A nie jakieś tam symulanty. Podczas testów na te wszelkie pyłki, sierści i inne alergeny, wykonywanych na moim ciele, śmiem twierdzić, że doktórka cieszyła się jak jasna...jasność. Może i świeciła blaskiem wewnętrznym, czego ja, przez lejące się z oczu łzy, nie dostrzegłam. Po testach miał być pomiar rozległości mojej alergii. Zwykłą linijką. Owa lekarka odpuściła sobie i to, patrząc na moje Mount Everesty widoczne na rękach. Po prostu w odpowiednich rubrykach powpisywała MAX. I zapewniła, podając mi zawczasu tabletkę, że góry znikną po półgodzinie. Ożesz ty. Zniknęły, a jak, po trzech dniach. A przez kolejny tydzień ślady po nich nosiłam jeszcze.