20 wrz 2017

Mój 1 listopada

Te łuny pamiętam najpiękniej. Unoszące się w ciemnościach, z daleka ciepłe, kolorowe, magiczne. Dające nadzieję, że i tam tak jest. Wracając późnym wieczorem, wpatrując się w gwiazdy migające, w maluchu żółtym, ciasnym, pachnącym popularnymi i ogromem miłości. Rozśpiewani, roześmiani, wspominający z czułością, że najlepsze bułki to właśnie ona robiła, a spryt to on miał, nie próżno sołtysem został. Patyki z kulkami wosku zwoziłam do domu. Do zabawy. Porównać, kto większe zrobił. I naleśniki na kolację koniecznie. Z serem. Albo ze śmietaną. W rurkę zwinięte, aż śmietana po palcach i brodzie ciekła.

17 lip 2016

Wiersz o śmierci

Tęsknię za kilkoma osobami. Ich śmierć uczyniła wyrwę w moim życiu. I choć czas mija, to ona nie znika, zarasta może trochę bluszczem, trochę pająki tam urzędują tkając swe nici. Ale wyrwa nadal jest i wiem, że nie zniknie. Nawet nie chcę by zniknęła, bo to tak jakbym zapomniała o nich. To jest częścią mojego życia i niech tak pozostanie. Każdy z nas prędzej czy później zmierzy się z odejściem tych co kocha. 
Znalazłam w sieci przepiękny wiersz, zamieszczam sobie go tu, by móc wracać często.
Przepiękne słowa. Przepiękne. Może one ukoją tę tęsknotę...

.... "Śmierć jest niczym.
To tak, jakbym się wymknął do sąsiedniego pokoju.
Jestem wciąż sobą i Ty jesteś sobą.

Czymkolwiek dla siebie byliśmy, tym jesteśmy nadal.
Nazywaj mnie moim dawnym imieniem, mów do mnie tak, jak zawsze mówiłeś.
Nie zmieniaj tonu, nie przybieraj na siłę poważnej i smutnej miny.
Śmiej się; tak jak zawsze śmialiśmy się z żartów, które bawiły nas oboje.
Baw się, uśmiechaj, myśl o mnie.
Módl się za mnie.

Niech moje imię zawsze będzie wymawiane zwyczajnie, bez śladu cienia.
Niech wypowiadane będzie bez nacisku, bez cienia żałoby.
Życie znaczy to samo, co zawsze znaczyło.
Dlaczego miałbym zniknąć z twojego serca, skoro zniknąłem tylko z oczu?
Czekam na ciebie, tylko przez krótką chwilę, aż przyjdzie twój czas.
Jestem gdzieś blisko, pamiętaj.
W sąsiednim pokoju, lub tuż za rogiem.
Wszystko jest w porządku."


H. Scott Holland

12 lip 2016

Najważniejsza rola

Dziś króciutko, bo tak mnie naszło. Za dużo czasami rozmyślam, ale tak już mam i przestałam się tym zadręczać. Myślę, więc jestem. Ponoć.

23 cze 2016

Kałuże

Ten szkic wpisu powstał rok temu. Kiedy Róża taka malutka była ach. Właśnie go odnalazłam w czeluściach blogspota i zamieszczam dla pamięci mojej. Postanowiłam dodać także teraźniejsze zdjęcia, aby zobaczyć tę różnicę, miedzy zaczynającym mówić prawie dwulatkiem a gadającym ciągle i ciągle prawie trzylatkiem. Jedynym niezmiennym faktem pozostały...skoki do kałuży.

9 cze 2016

Funkiel


Taką sobie nazwę wymyśliłam. Dawno temu. Że jak funkiel nówka zwykło było się mawiać. Jako, że przygodę z szyciem zaczęłam niedawno, wciąż się szkolę, kształcę, czytam i oglądam oraz probuję i testuję. Małymi kroczkami, nie spiesząc się donikąd, przędę te swoje nici.

5 cze 2016

Dzieci w sieci...

1. Zdjęcie - 200 polubień, 20 komentarzy
Rodzinka w komplecie :) Na tle domku, własnymi rękami wzniesionego. Mama, tata i Karolinka. Lat 6. Oczko w głowie mamy  córeczka tatusia.

3 cze 2016

Koniec drogi.

Starasz się. Napinasz, spuszczasz, marzysz, jak wół harujesz, bądź jak leniwiec, zwisasz głową w dół z fotela, wgapiony bezmyślnie w szklany ekran.
Pracujesz, bądź zaiwaniasz w domu jak koń. Lub to i to. Lub nic.

27 maj 2016

Najpiękniejszy zapach świata


Odkąd sięgam pamięcią lubowałam się w perfumach. Kupowałam masowo. Z każdej podróży przywoziłam pełno zapachów zamkniętych w butelkach, buteleczkach, flakonikach. Mój także poznał dogłębnie moją fanaberię i z samego serca zwozi dla mnie perfumy, zazwyczaj co zjazd.

24 maj 2016

Młody duch zaklęty

1 października 2015
starość

***

Przegląda się w lustrze, zachwycając się swym odbiciem. Piękna i zwiewna sukienka, biała w czarne kropki otula jej gibkie ciało. 36 lat cóż to za fantastyczny wiek. Człowiek piękny, młody i świadomy siebie, celów, które osiągnie prując przez życie jak parowiec. Dziecięta odchowane, praca marzeń wykonywana z radością, dom pełen książek, miłości, rozmów i niesnasek czasami. Jak to w życiu bywa. A teraz kolejna fantastyczna zabawa do białego rana, z gronem przyjaciół, z ukochanym przy boku. Żyć, nie umierać.

***

Sen taki znów jej się przyśnił, bolesny kurcz w sercu powodując. Łza się w oku zakręciła. Ileż to lat już minęło? 30? 40? …41 cholera. 41 lat odkąd tańczyła do białego rana w takt muzyki granej przez grajków, w ramionach męża, z przyjaciółmi wypełniającymi salę po brzegi. Zdrowie Wasze, Was już nie ma. Kolejno przez mijające lata wykruszyli się prawie wszyscy, tylko dwoje pozostało. Z nią i mężem czworo. Boże, boże. Dajesz i zabierasz. Pięścią starła płynącą łzę. W garść się wzięła i spróbowała wstać. Udaje jak może, mówiąc, że nie jest najgorzej, ale najmłodsza córka widzi, że tak nie jest. Wierci jej dziurę w brzuchu, że może zamieszkać z nimi, że pomoc potrzebna, a i sama pomaga jak szalona. Ale nie! Dopóki posiada resztkę sił, nie i nie! Jak odejść to z godnością, choć bóg jeden wie, ile to trudu ją kosztuje. Wysiłku nadludzkiego i samozaparcia. Z wysiłkiem niebotycznym wstała wątłymi rękami podtrzymując swoje ciało, które już jej nie słucha. Chwieje się jak osika…a gdyby sie nie trzymała, ledwo, ledwo, już by leżała jak długa. Teraz tylko wciągnąć coś na grzbiet, masę leków połknąć, przełknąć jakiś kęs jedzenia, choć jadłowstręt osiągnął chyba szczyt. Taka starość, kto by przewidział? Ciało zwiędło jak gnijący kwiat, lepiej już w lustro nie spoglądać. Ale twarz nadal ładna…Oczywiście, nie ma co narzekać, plusów jest wiele. Pamięć dobra, o dziwo, człek bystry jeszcze, książki czytać można, jolki rozwiązać potrafię. Tylko ten ból. Ból umierającego ciała, zastygających od choroby stawów, mięśni. Ból w sercu, w krzyżu, w biodrach, w palcach, nawet włosy bolą, a skórę głowy rozdrapać chęć jest.

***

Dobrze, że ta starość wspólna jest. Mąż obok zrzędzi, coś tam gada, ona głucha, więc sporo jej najczęściej umyka. I na szczęście. Bo ileż można zrzędzenia słuchać… Dobrze, że jeszcze razem. Przez całe życie. Do ostatniej chwili tchnienia. Ramię w ramię. Patrzy na niego, wspominając chwilę z tej potańcówki, co to sukienkę w groszki miała ubraną. Może i tam gdzieś, gdzie się udadzą, czeka na nią, przewieszona przez to krzesło brązowe. Ależ by jeszcze potańczyła, tak do białego rana, do piania koguta. Tęskno jej do tego ciała i sprawności, które po drodze życia traciła rok po roku, kawałek po kawałku.

***

Dobre to życie mają.
Czasem tylko łzę zetrę z policzka….
A nas jaka starość czeka? Bo „jakaś” to na pewno…

22 maj 2016

Przyjaźń nad zalewem

Gorący dzień. Prawie 30 stopni tego 22 maja 2016. Uwielbiam gorąc. Spiekotę. I ten wiatr sporadycznie wiejący, ulgę przynoszący. 

31 minut do starości

winogrono

14.28

– Halo, śpicie. Nie obudziłem Was? Nie? No to dobrze. A skoczyłbym na działkę, wiesz te winogrona trzeba zebrać, bo zmarnieją. Ciepło dziś, tak w miarę, a Ty masz czas? Pewnie nie, ale może jakbyś mogła..Bo nie chcę przeszkadzać, ale to auto niezrobione. Coś jeszcze w nim brakuje, u Rycha jest. Nie mam numeru, gdzieś zgubiłem, ale to Marek ma telefon to zadzwoni. A Młodsza śpi? może marudna..

– Nie. Spokojnie. Zawiozę. Już się ubieram i wsiadam. To schodźcie. Powolutku. Mamę trzymaj.

– Ale bagażnik masz duży? Zmieszczą się tam te dwa nasze koszyki?…no tak, ja wiem przecież, że duże.

14.56

– Bo my tak nie chcemy Ci przeszkadzać, wiemy, że ciągle masz ręce pełne roboty, i mała przy boku. A Malusia nie śpi? Kruszynka nasza? Może sobie zaśpiewamy? A jaka piękna kurteczka? Co Ty ja tak stroisz? Pięknie tak ubrana. Auto naprawią, to już Ci nie będziemy głowy zawracać, ale tak bez auta to ciężko. A Ty zmęczona taka, po co te bułki pieczesz? Spojrzyj no na tablicę? Widzisz? Zmarła nasza znajoma, Ty ja pewnie pamiętasz. Janka, jak jej nazwisko, bo wyleciało mi z głowy. No, kilka dni temu jeszcze na działce z nami rozmawiała, że woli tu być, niż siedzieć pod blokiem. 57 lat, taka młódka. Jak nie wiesz? Wiesz? Tak, od tej Marysi. Tak, jej mama. Za wcześnie, za wcześnie. Co mówisz Janka? Że nicpota w szkole była. Ech, no jak każdy.

14.59

– W prawo kręć, w prawo. Ale gdzie Ty jedziesz? Tamtędy? Aby drogi nadłożysz. No po co tam pojechałaś, tyle drogi. Nie dojedziemy dziś. Światła? Nie stalibyśmy na nich, e tam raz dwa, a tak tu tędy to daleko. Taki kawał, paliwa szkoda. Jak stałaś ostatnio 15 minut? Wydaje Ci się. Liczyłaś z zegarkiem? Ech tam, teraz byłoby szybciej, a tak tu te ronda, no bez świateł, ale dalej. Janka, zobacz, targowisko mijamy, takie mogłoby być zawsze…puste hehehe. No jak gdzie targowisko? No tu po lewej, już minęliśmy, Jak nie jechałaś tędy, co Ty opowiadasz? To może do Barańskich zajedźmy, jak już tu jedziemy. Dawno się nie widzieliśmy. Dobra, dobra, to zaś kiedyś przecież, trzeba się zapowiedzieć, a nie tak znienacka. Patrz Janka tu farby kupuję, a tu…kręć w prawo, stój. Stój.

– Spokojnie, widzę przecież.

– No i jak teraz wyjedziemy ma ulicę. Stać będziemy. Tamtędy pewnie już byśmy byli. Jak wtedy 25 minut, a teraz 10? Niemożliwe. Wolna prawa, no jedź, jedź, gazu. Co tak szybko? Zwolnij. Już jesteśmy. Dobra stój, nie wjeżdżaj tak, bo nie wyjedziesz. No do rowu wpadniesz. Pamiętasz Janka, nam też kiedyś auto poleciało. Jak wykręcisz? Nie wykręcisz? No dobra, nie będę się kłócił. Ale uważaj.

– O której powrót?

– Nie wiem, słońce świeci. Ciepło ubrani jesteśmy, to nie zmarzniemy. Ale tak koło piątej. Jak Tobie pasuje, żeby Cię nie męczyć, i Małej. My się dostosujemy. Ale o szóstej to za późno. To przed piątą może, ale to tylko jak Tobie wygodnie. To zadzwonimy. Dobra, bądź o piątej. Te winogrona tylko zerwiemy, a za rok, jak dożyję, to wytnę, bo my zbieramy i leży to, nikt nie chce. A soku to każdy by się z chęcią napił. Narzekam Janka? Nie narzekam wcale. Idziemy. Uważaj, nie puknij tego z tyłu.

***

Tak się cieszę, że ich mam. Że czas łaskawie podarował mi lat tyle z nimi. Że mogę słuchać tego marudzenia taty, on wie lepiej w końcu 😉 To narzekanie formą obrony się stało przed niedołęstwem, przed słabością ciała, przed zmęczeniem, bólem i ogólną kruchością człowieka. Bo to tak z tą starością jest… A im człowiek starszy, tym więcej miłości potrzebuje, a nie jak był piękny i młody, i silny. Teraz właśnie, jak kruchy się staje, zależny czasami od drugiej osoby, a dumę do kieszeni trudno schować…

18 maj 2016

Odjęło mi mowę.

Mam pełno bibelotów. Rzeczy. Wspomnień zamkniętych w przedmiotach. Obrazów kilka. Całą szufladę winyli. Wazonów z tysiąc. Drewniane lustro. O książkach nie wspomnę. Przewrócić się u mnie można tyle tego mam. Każdy ma swoje miejsce w tym moim domowym chaosie.Wszystkie dla mnie są niezmiennie ważne. Każda rzecz ma swoją historię. I każda z nich zostanie przekazana dalej. Córkom moim.
Zszokowało mnie kiedyś tylko jedno. Ktoś tam oglądał ten mój dom i zdziwiony zapytał, jak tak mogę życ? Przecież na "tych pierdołach" tyle kurzu się gromadzi. I że on to nie cierpi książek, obrazów, a najlepiej to gołe ściany i żadnych popierdółek.

Smutno

że kurz ważniejszy od historii.
od wiedzy.
od ciepła bijącego od tych przedmiotów otoczonych szacunkiem i miłością.
od wazonów pełnych kwiecia

A na pytanie o obraz mojego ukochanego Wyspiańskiego, czy to jest śpiąca Róża...
mowę mi odjęło...

15 maj 2016

Robocze przemyślenia

Przeglądam tego bloggera, poznaję go na nowo. I ten mój nieszczęsny blog przeglądam i w pierś się biję, że jak tak mogłam go zaniedbać? W imię czego? Pamiętnik jako taki miał być dla córek, a ja tak daleko odeszłam od tego. Nie wspominając o kasie wyrzuconej w cholerne błoto. Co mnie podkusiło? No ja pierdolę.

Powrót

Wracam na stare śmieci. Odnajduję powoli swoją własną ścieżkę. Pogubiłam się tu i ówdzie, chciałam być kimś innym niż jestem. Czasem byłam zazdrosna, częściej wkurzona, a przecież złe myśli, zazdrość zatruwają duszę.

29 sie 2015

Libster Blog Awards

Bardzo serdecznie dziękuję Patrycji z bloga TrzyRazyPe za tę niespodziewaną niespodziankę :) Jest mi niezmiernie miło znaleźć się w tak zacnym i miły gronie. I miło też, że ktoś uważa mój blog za fajny :))

18 sie 2015

Pozytywna energia kontra wakacyjne plany

holandia, wakacje, relaks, atmosfera, żyć
Od kilku dni tryskam tak pozytywną energią, że nawet zwróciłam tym uwagę mojej przyjaciółki. Bo gdzieś skwaszona mina się zapodziała, a w uśmiechu mi tak ładnie. Bo mam energię, mam power, mam milion myśli na sekundę i chyba zacznę je zapisywać, aby nie pogubić ich w tym natłoku. Cały dzień mam wypełniony po brzegi. Jak prawdziwa matka - ośmiornica, robię wszystko w jednym czasie, bądź płynnie przechodzę z jednej pracy w drugą. Ja. Mistrz dezorganizacji i wątpliwej organizacji.

2 sie 2015

Coś się kończy, coś się zaczyna...

Nie ma prawdy bez odwagi wyznawania jej przed ludźmi

Długo myślałam nad tym, czy pisać, wyjaśniać, publikować. Wahałam się długo, zresztą pewnie już zauważyliście moją znikomą obecność i na blogu i na fanpage'u.
Wiem doskonale, że życie nie jest tak kolorowe, jak nieraz tu opisywałam. Trochę się pogubiłam w sobie i w życiu. Zatrzymałam się. Zastanowiłam. Nie chcę opisywać nieprawdy, choć wiem, że jestem osobą, która dostrzega piękno w każdej, najmniejszej cząstce życia. Dlatego kolorowe, budujące wpisy będą wtedy, gdy i ja będę mogła spojrzeć w lustrze w swoją twarz, mówiąc: tak może być. to jest ok. 
Życie nie zawsze układa się po naszej myśli, często sami tkwimy w zawieszeniu między tym co robić, kim być i jaką drogę wybrać. A często życie za nas decyduje rzucając nas na głęboką wodę bez pytania o to, czy pływać umiemy.

Pracuję teraz mocno nad sobą. Nad tym, by uśmiech gościł częściej u mnie. By nerwy nie dawały o sobie znać tak często. Jest dobrze. Ponieważ bardzo ciężko pracuję nad sobą, nad stanem swego umysłu. Chcę z powrotem tę wesołkę w sobie odnaleźć i powiem Wam, że jest już dobrze. A nawet coraz lepiej. Nawet przyjaciółka ostatnio zauważyła tę zmianę, pozytywną. I gdzie się podział ten narzekacz? Mam nadzieję, że wyparował. Na zawsze.

Niedługo nastąpi metamorfoza i blogu i nazwy. Pracujemy dużo nad tym. Czekam także cierpliwie na wspaniałą pomoc, którą oczywiście, już po wszystkim, polecę każdemu razem i z osobna :) Fajnie budzić się z myślą, że są tacy ludzie na świecie.

Dlatego wpisy ograniczyłam na tym blogu do minimum. Wszystkie sploty wydarzeń wielu doprowadziły mnie do tego właśnie miejsca. Do zmian względem siebie, do zmian blogowych, i do innych zmian prywatnych. Ponieważ jestem z małej mieściny, co to zanim kichnę, to wszyscy wiedzą, że mam katar, więc tym bardziej nie będę chciała ani kichać, ani kataru mieć, jeśli wiecie o czym mówię ;) 

Życzę Wam i sobie wspaniałej niedzieli, tak słonecznej i pachnącej czereśniami. See you soon. Choć w innej czasoprzestrzeni :)

ps. w zamian z miłą chęcią zapraszam Was do moich ulubionych dziewczyn:
1. Matka na skraju
2. Liczę do trzech
3. Kluseczka po włosku
4. Anielove
5. Zaraz-wracam
6. Trzyrazype
7. Przygoda pachnąca Jaśminem
O SzafieTosi nie wspominam, bo chyba każdy zna :)


27 lip 2015

Slow life

slow life, góry,
Choć wakacyjny wyjazd jak mgnienie oka minął. Choć już Go pożegnałam. Choć znów sama, a w domu polnymi kwiatami pachnie. Choć dzieci wykończone odsypiają cięgiem ten wyjazd. Choć prania nie ubywa, za to pieniądze a i owszem.
To tam, w magicznym miejscu czas spowolnił swój bieg. Za uzdę trzymany, wyrywał się i wierzgał, ale ten, który go trzymał, znał swój fach w pełni.

Lubomir. 
On pokazał, czym jest slow life. Pokazał, że można robić, to co się kocha, kochając to co się robi. Celebrując czas dany nam na ziemi, pracując z radością i lekkością, nie spiesząc się nigdzie.
Tak gościnny, aż wyjeżdżać się nie chciało.
Tak miły, że prawie z kotkiem wróciliśmy. 
Z tak wielką wiedzą, że aż głupią się sobie zdawałam. Miałam w rękach biblię z 1764 roku. Niesamowite przeżycie.
Tak pracowity, jak mrówka. I pewnie silny jak ona.
Tak wyczarowujący potrawy, w taki sposób podane, że aż oczy krzyczały jeszcze, jeszcze, a brzuch jak balon wydęty.
 
Zapamiętam te czereśnie słodkie, na tacy starodawnej podane. I tę drewnianą huśtawkę, na łańcuchach do wielkiego kasztana przymocowaną. Rytualne karmienie owiec, wygłaskanych i wykochanych przez dzieci moje. Olbrzymie księgozbiory. Starodawny piec, za kominek służący. Drewniane okna, w kolorze brązu. Przejeżdżający co chwil parę pociąg. Żółty, z dwoma wagonami. Łaszące się kocięta. Skrzypiące schody. Fortepian w jadalni. I drewnianego anioła na kominku.

Hodkovice. 
Wieś. U podnóża gór ukochanych. U nas zwiemy te góry skalnym miastem. Jedne dzikie Teplickie, drugie łagodniejsze Adrspachskie.
Przeszliśmy je wzdłuż i wszerz. Całą czwórką. Dzikie jak zawsze okazały się najlepsze.

Majestat zaklęty w skałach. 
Góry ukazują kim jesteś. Wydobywają z Ciebie siły, o których nie śniłeś. Jesteś mocarzem, a wyobraźnia nie jest w stanie Cię ograniczyć...
Ponad dwa km niosłam przysypiającą Młodszą na rękach. W tym cudownym, dzikim terenie. Trudnym. Dopiero dzisiaj odczuwam ból w całym ciele. Wtedy? Czułam się niezwyciężona.

Tylko nie kozakuj. To góry rozdają tu karty...i w jednej chwili mogą strącić Cię w przepaść...










"Człowiek niczego nie zdobywa bez wysiłku"