25 gru 2014

Mikołajka i Elfik

czyli magii ciąg dalszy...


"Nie możemy czynić nic wielkiego, tylko małe rzeczy z wielką miłością..."  




 Ten dzień można było zacząć na dwa sposoby.
Mogło być tak:

O Boże, dziś Wigilia. Dalej dzieciaki wstawać. Nie marudzić. Dlaczego nie chcesz się ubrać? Czy Ty zawsze musisz mieć problemy przy ubieraniu? No, w końcu.
Starsza, sprzątaj pokój, jak tam wygląda? Dziś musi być czysto, ale już.
Weźcie mi to dziecko, no przecież stoję nad tymi garami od rana, a ona tylko mamo to. mamo tamto. No jak co robię? A jak ci się wydaje? Kolacja sama się nie zrobi.
Czego oni tak marudzą. I proszę, prezenty nie zapakowane. Czy ja wszystko muszę sama robić.
Ubrani? Zapakowani? Dalej, bo nie zdążymy. Nie chcę zimnego jeść. Szybciej. Co zapomniałaś? Bo nie wytrzymam. Co za dzień. Niech już się kończy. Mam dość...

A było tak:
Otwieram oczy, bo jakiś elfik stęka i jęczy nade mną. Za chwilę mokry cmok na mym nosie ląduje. Uwielbiam takie poranki. Takie leniwe, takie mokre, takie doskonałe w swej prostocie. W taki dzień spieszyć się nigdzie nie trzeba. Bo po co?
 Przecież to wigilia jest, czas dla rodziny wyłącznie. Nie dla wypucowanego na błysk pokoju Starszej. Który i tak, jak co roku, tonie w nieładzie. Mówią, że mądrzy ludzie ład mają w głowie, a głupi wokół siebie. I tego się trzymam. Mądrą mam tą Starszą...
I w ten dzień leniwie snujemy się po mieszkaniu. Często w piżamach. Spokojnie pichcę coś smakowitego dla nas. Na obiad. Kolacja wigilijna, jak sama nazwa wskazuje, wieczorem się odbywa. U siostry mej. Jak co roku. A dzieci głodzić cały dzień nie zamierzam. Siebie zresztą także. Jedzenie to moja pasja. 
A tu Młodsza, z brzuszkiem pełnym, zasnęła. Jak zwykle wtulona we mnie, przy dźwiękach gramofonu. Tym razem przy "Uliczce babci" w Gawędy wykonaniu. I śpi słodko.
A my ze Starszą ostatnie prezenty pakujemy. Dopieszczamy. Papier szeleści cichutko. Taki złoty, w gwiazdki srebrne.
I pora w drogę ruszać. Samochód po sam dach zapakowany. Tyle prezentów wieziemy. To dobrze. Dużo mamy tych najbliższych nam ludzi. Naszą rodzinę. I dobrze, że ciągle ona się powiększa. Że co jakiś czas przybywa nowy człowiek, zupełnie obcy, by najbliższym się stać.

U siostry, od samego progu, magię świąt już czuć. Zaplątała się w anielskich włosach, rozwieszonych na choince. Rozdzwoniła się w kryształowych dzwonkach. Przysiadła na brzegu stołu, zapatrzona w świeczniki srebrzyste. Pospieszyła do kuchni, w każdy garnek zaglądając. Każdą pokrywkę unosząc leciutko, zapach smakołyków rozsiewając wokoło. 
I całą rodzinę, magia ta, w tę wyjątkowy wieczór zebrała razem. Ileż było śmiechów, żartów, rozmów poważnych i tych niepoważnych przy wigilijnym stole, suto zastawionym. Ile wybuchów radości. A przecież i łza też się w oku kręciła. W tym dniu smutek jest przecież nieodzowny. Na bliskich patrząc, zastanawiamy się, czy i w przyszłym roku, w tym oto gronie spotkamy się.

W ten dzień ważna jest rodzina nasza, nasi bliscy, nasze dzieci i ich radość z czekania, jak i obdarowywania prezentami. Ważna jest atmosfera, jaka wspólnie tworzymy. Przy tym wigilijnym stole, jedynym w swojej magii...

A Wy, moi mili? Jak u Was ten magiczny dzień wygląda? Nie zatraciliście go na rzecz czystych okien i domu na błysk? Cichą mam taką nadzieję :)

















 

Najpyszniejszy na świecie, tort makowy, dzieło mojej siostry, corocznie

"(...)nie zmienisz kogoś, bo ci się nie podoba jego ubranie czy włosy. Ludzie i inne istoty stąpające po tej ziemi to indywidua, rozumiesz? Każdy jest inny i to czyni go lub ją takimi interesującym..."



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za wizytę , a zwłaszcza za poświęcenie kilku minut na przeczytanie moich bzdur ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...